O wszystkim (Reklama: ,)
Gdzie jest Terregar? zapytał Zenor. Widzisz go? Kindan zmrużył oczy i osłonił je dłonią, ale zrobił to głównie na pokaz. Odległość była zbyt wielka, żeby rozpoznać jedną osobę w całej karawanie. Sam nie wiem odparł z lekkim rozdrażnieniem. Ale musi gdzieś tam być. Zenor roześmiał się. Lepiej, żeby tak było, bo inaczej twoja siostra nas ukatrupi. Kindan nastroszył się. Może wrócisz na dół i powiadomisz Natalona? zaproponował. Ja? zdumiał się Zenor. Jestem obserwatorem, nie posłańcem. Na skorupy! jęknął Kindan. Zenorze, nie mogę złapać tchu. Ciszej dodał: Wiesz przecież, z jaką niecierpliwością Natalon czeka na wiadomość. Zenor szeroko otworzył oczy. Jasne! Wszyscy wiedzą, że miał nadzieję, iż Sis zostanie w obozie. Zgadza się przyznał Kindan. Wyobraź więc sobie, jak się wścieknie, kiedy to ja go powiadomię. Daj spokój, Kindanie. Oprócz złych wieści są jeszcze dobre. Zbliża się nie tylko wesele, ale i cała karawana kupców. Których Natalon będzie musiał ugościć burknął Kindan i westchnął. Skoro nalegasz, pobiegnę na dół. Zrobił dramatyczną pauzę, mierząc wzrokiem niższego przyjaciela. Ale Sis powiedziała, że wieczorem muszę umyć Daska. Zenor zmrużył oczy, rozważając ten aspekt sprawy. Chcesz powiedzieć, że jeśli pobiegnę, weźmiesz mnie do pomocy? Kindan uśmiechnął się szeroko. No właśnie! Naprawdę? Zenor, pełen nadziei, chciał się jeszcze upewnić. Twój tata nie będzie miał nic przeciwko? Kindan pokręcił głową. Nie, jeśli o niczym się nie dowie. Zenorowi oczy rozbłysły na myśl o popełnieniu takiego wykroczenia. Zgoda, pobiegnę. Świetnie. Rzecz jasna, mycie whera to nie to samo co nacieranie olejem smoka… Naznaczenie smoka, czyli nawiązanie telepatycznej więzi z jednym z wielkich, dyszących ogniem obrońców Pernu, było skrytym marzeniem każdego dziecka. Ale wydawało się, że smoki wolą dzieci z weyrów: tylko garstka jeźdźców pochodziła z warowni i z cechów.
